sierpień po kwietniu

Spacyfikowałam kocie bliźnięta żarciem Junior Winston z Rossmana. Kurczak z królikiem, królik z aloesem, łosoś z czymś. Wielkie waniliowe łapy grzebią w misce, pyszczek Makreli podzielony kolorystycznie i genetycznie na pół  wyraża pełne zadowolenie wynikające z napełnionego  – równie łaciatego – brzuszka. Mruczą, jedzą, odrabiają 3 godziny postu. Przed nami wspólna noc z mruczandem na pełen regulator, z ugniataniem łapami mojej pościeli, z czekaniem na pierwszy świt, który obudzi puste brzuszki.

Piątek. Noc letnia, gorąca zapowiadająca gorący letni dzień, kolejny dzień lata 2013. Z braku możliwości siedzenia na werandzie z widokiem na jezioro, morze, las, łąkę – siedzę przed komputerem i wyobrażam sobie że na wakacjach jestem właśnie i zamiast autobusów na Ciszewskiego słyszę szmer lasu i cykanie pasikoników. Dotarło do mnie, że w moim wieku być może nie uda mi się już usłyszeć ciszy lasu i łąki, że nie uda mi się powąchać zapachu nocnego lasu, więc muszę sobie wszystko wyobrazić na tyle plastycznie, żeby mi starczyło do końca życia.

Siedzę więc na bujanym fotelu – w mojej alternatywnej rzeczywistości – i obwąchuję letnią noc. Maciejka na grzędach pod oknem, sosny na skraju lasu, woda w rzece za szańcem traw, szałwia i mięta nad stawem, młode jabłka w sadzie sąsiada, siano na łące za domem i zapach sosnowych desek werandy. Okna mojego alternatywnego domu rozświetlone,, na werandzie cień drewnianych okiennic, skrzypienie bujaka, wiatr w akacjach przy bramie. Koty mojego życia wylegują się w koszu pod stołem. Wiatr kołysze daliami pod kuchennym oknem, ktoś mnie woła na herbatę, na drinka, na kąpiel w stawie, na obejrzenie wschodu słońca. Ktoś mnie woła.

Samotność przestaje męczyć, zaczynam widzieć nowy dzień inaczej . Jestem, Bez zmartwień, bez stresu, bez liczenia dni.

Codziennie rano staram się ogarnąć moje mieszkanie na tyle, ze jeżeli umarła bym w przysłowiowym „międzyczasie” nikt nie znajdzie moich brudnych majtek na umywalce i brudnych naczyń w zlewie i brudnej kociej kuwety. Oczywiście wszyscy znajdą moje nie pozałatwiane sprawy jak na przykład grób na Bródnie i nie spłacone karty kredytowe, ale naczynia będą pozmywane i koty mam nadzieję nakarmione! Boli mnie noga jedna i druga, i nawet teraz nie wiem, która bardziej. Lewa w biodrze, prawa w kostce, więc nie ma już oparcia…. muszę iść do lekarza, ale to taka straszna sprawa i wyprawa i takie skomplikowane zadanie…. Dzieci myślą, że przecież powinnam i muszę i nie ma sprawy…. a ja wiem, że powinnam i muszę, ale tak trudno się zmobilizować….

Na razie zapadam w alternatywną rzeczywistość i znowu wącham letnią noc….Jest morze i Liwiec i sosnowy las i pościel pachnąca wiatrem i paryskie metro i palmy na Mauritiusie i kurczak z nadzieniem Babci Tosi i podwórko na Sadybie z krzakami bzu i orzechy na Zaciszu i perfumy Veti Vert na lotnisku w Paryżu i butelka wina na schodach pod Sacre Coeur i morze w Bretanii i zapach tapicerki w Alfa Romeo i tysiące wsoaniałości, z których składało się moje życie

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>