Pamietacie 622 Upadki Bunga?Szalony bohater szalonego artysty/ Cierpiacy z nadmiaru, badź niedomiaru seksu, naszprycowany wszystkim co dalo sie wypic, powachać, łyknąc badź wypalić? Nie wiem dlaczego on wlasnie przyszedl mi do glowy dzisiaj, gdy postanowilam napisac o swoich upadkach i wpadkach. O swoich utratach, stratach, niemoznosciach….. Jestem produktem dwojga osobnikow plci przeciwnej, z ktorych osobnik żeński upadał nierzadko, ale za to skutecznie, a męski z aktorskim wdziękiem ukazywal sie na scenie i ekranie majac ogolnie w dupie co tam dzieje sie w domowej zakrystii.

Tajemnice tejże, osobnik plci zenskiej traktowal jako ogolnie dostepny horror rodzinny i gdyby byly to czasy blogow, niewątpliwie dostalby nagrodę za najdramatyczniejsze opisy róznych rodzinnych akcji. Tak więc zostalam zrobiona ze strannościa architekta ( czynnik zenski) i fantazja aktora ( czynnik męski) Obdarzono mnie skomplikowanym materialem genetycznym i niepowtarzalną mieszanką matczynej i ojcowskiej natury. I to własnie była moja pierwsza wpadka i upadek poniewaz gdybym odziedziczyła tylko ojcowska bezzwgledność i znakomitą dykcję oraz tendencje do „wdupiemania” wszystkiego co nie zgadza sie z moim swiatopogladem – byłabym teraz zdrowsza psychicznie, silniejsza i trudniejsza w pożyciu. Moja progenitura od mlodego wieku chodzilaby wokół mnie jak koń na lonży, a ja tylko nakładałbym ogłowie i kantary. Nie byloby mowy o samostanowieniu, ćpaniu, graniu na nerwach i studiowaniu sztuk wyzwolonych. A jeżeli juz byłóby przewidziany jakis luz to od 18 roku zycia o nowych butach i trzeciej parze spodni decodywolaby zarobiony przez nia pieniadz.

Upadłam jednak, a w zasadzie wpadlam w pulapke czynnika zenskiego martwiłam sie na zapas i marzylam o rózowych zaslonach w swoim pokoju. Starałam się być sliczna i kobieca, grać na fortepianie i pisac bezsensowne opowiadania wzorujac sie na romantycznych opisach lasow i ogrodów, porwanych panien w bialych muslinach. Dużo później zorientowalam sie jednak, że dawczyni mojego żenskiego ja była istota ukochana, ale bezzwzgledna i egoistyczną – bardziej może nawet niż dawca męski.

Tak więc upadkiem moim drugim stał sie fakt,że jestem jak napisal Pan Lear w Dongu Co Ma Świecacy Nos – ani to ani sio – coś co żyło w lasach Żolibolibo….. Jestem hybrydą , ze złym kodem osobowości i nie potrafie znaleźć w sobie brutalnej stanowczosci Ojca, ani słodkiego egoizmu Matki. Wybieram mniejsze zła i mniejsze dobra. Unikam konfrontacji, gubię się w swojej dobroci, gnębią mnie wieczne wyrzuty sumienia i nie potrafię zebrać sied w sobie na tyle, żeby albo iść z podniesiona głowa pod armaty, albo spierdalać gdzie pieprz rośnie, żeby nie dostać spektakularnie w dupę.

Upadkiem trzecim jest wieczne staranie sie o zrobienie wszystkim dobrze bo  ceną wlasny spokój. Jestem jak kobieta udająca orgazmy byle zaspokoić ambicje mężczyzny, któremu wydaje się, że jest genialnym kochankiem. Ubiegam się ciągle o palmę pierwszeństwa w realizowaniu cudzych zachcianek, marzeń. Staram się tuszować afery i niedoróbki mimo serca, które wrzeszczy i domaga się sprawiedliwości. Godzę, jestem tubą rodzinną. Przyzwyczaiłam wszystkich, że przekazuję kto za kto przeciw, ogarniam i waśnie i spory, biorę na siebie miliony drobiazgów. Chowam w szafach, których nie mam ich stare ciuchy. Daje im miejsce w swojej piwnicy na ich niepotrzebne duperele, kolekcjonuje ich książki i zdjęcia. Klnę za to na siebie ale nieszczerze dowodzę, że mam na wszytko czas i miejsce, Zarówno na pawlaczu jak i w duszy i rozumie, który teraz już pęka w szwach od ich spraw i problemów. Nie umiem odmawiać, nie umiem powiedziec : nie kurwa , nie chce mi się i nie mam czasu. I o zgrozo, czuje się w związku z tym cudowną Matka,, kiedyś cudowną córka i jeszcze kiedyś cudowną żoną.

Upadkiem czwartym  jest wieczne martwienie sie o wszystkich i wszystko i z naciskiem na martwienie sie o innych, bo zmartwienie o mnie zostawiam na koniec. A powinnam martwic się o o to, ze wreszcie mnie dopadnie facet z RWE i wyłączy mi prąd, facet z banku i każe mi splacić kartę kredytowa, że za chwile do końca spierdoli się spłuczka w klo, że nie mam światła w łazience, bo po 17 latach zepsuły sie kinkiety, że kolejny raz spadną mi na stopę drzwiczki od kuchennej szafki, ze nie mam kasy na dentystę, że boli mnie noga, że …….

Ale jak mogę mysleć o tym wszystkim co dotyczy mnie, mojej bolącej nogi, moich wymarzonych, ślicznych beżowych butów z Vagabonda, mojego nieobecnego rudego KOTA, mojej samotności w długie wieczory -  kiedy wiem to wszystko co wiem   -o moich najbliższych, moich najukochańszych, moich wynoszonych w brzuchu i na rękach….. Jak mogę sama się prosić o egoizm, o asertywność, o „wdupiemanie” jeżeli ich potrzeby i cierpienia są jak sekwoje przy moich jałowcach? Czy to mój czwarty upadek, czy może to po prostu moje przeznaczenie? Boże, jeżeli jesteś – natchnij mnie pomysłem . Daj mi znak, jak dać radę. Odblokuj mi rozum pozwól stać się latarenką dla szukającego drogi Jaśka, dla cudownej Natalii, dla Antoniny….

PS a co bedzie moim najwiekszym upadkiem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>