Jestem z Warszawy część druga

Mama czekała na nas na białej klatce schodowej. Mama czekała na nas pod drzwiami warszawskiego pieknego mieszkania, zaprojektowanego i zbudowanego dla tych, który przeżyli, wrócili, odnaleźli się i oczywiście byli na tyle na topie, zeby takie mieszkanie dostać. MDM byl dzielnicą dla wybrańców, dla tych od  kultury, sztuki. Dla tych którzy mieli to miasto odnawiać intelektualnie i w socjalistycznym wyobrażeniu – wspaniale.

I zapomnijmy o demagogii tamtych czasów i zapomnijmy o tym jak bardzo nasi rodzice byli sterownia i inwigilowani. Mój Ojciec nigdy nie zapisal się do partii, moja Matka była dzieckiem wychowanym „za sanacji”. Moi Rodzice byli po prostu potrzebni temu nowemu państwu jak deszcz potrzebny wysuszonej i zniszczonej ziemi. Ojciec , po obozowej masakrze, Matka bez powstańczej przeszłości ale wychowana  na wielkich polskich tradycjach. A ja? A ja byłam tylko małą dziewczynką w ciuszkach szytych przez Ciotkę  Marynię.  Rajstopkach z fildekosowych przedwojennych  pończoch, płaszczykach z przedwojennych pelis Babci, sweterkach dzierganych z przedwojennych włóczek. Moi Rodzice zasiedlili to piękne, białe mieszkanie, kupili meble z socjalistycznych wtedy, a kiedyś kapitalistycznych fabryk, urządzili je w stylu ” lata 50-te”.

Żyli życiem bohemy tamtych lat.Przyjęcia, premiery, bale. Mama w taftowych sukniach, Ojciec w smokingu, Premiery w teatrach, w których grał, bale w restauracjach, próby w rodzącej sie telewizji, praca w radiu, podróże po Nowej Polsce.

Mając 3, 4 lata zostawałam sama w pięknym, białym mieszkaniu z piosenkami Mamy nagranymi na taśmie wielkiego magnetofonu, który przyjechał razem z Ojcem z jego wyjazdu do Czechoslowacji. Umiałam odbierać telefon i wygłaszać do czarnej, ebonitowej słuchawki sakramentalne : HALLO

Mieszkaliśmy razem na MDM  do 58 roku. Pamiętam wszystko co mogło zapaść w pamięć 5-cio letniej dziewczynce. Wyprawy na dach z Ojcem, który pokazywał mi Warszawę o zachodzie słońca. Wyprawy do piwnicy po sanki, gdzie za stalowymi drzwiami czaił się strach przed kolejną , jakże dramatycznie opowiedzianą przez Ojca wojną, wzbogaconą o atomowy grzyb. Spacery do Parku Ujazdowskiego i Łazienek, Lody w Stylowej -tam gdzie teraz Batida, Flaki i Flisa, która jadłam z miseczki postawionej na dolnej półce baru stojąc między „ojcowymi” kolanami, oranżadę z milionem bąbelków w cukierni na Marszałkowskiej przy Teatrze Rozmaitości, w którym Ojciec grywał różne główne role. Wielkie rurki z kremem podawane do tej oranżady. Głęboki talerz ze stołówki w teatrze, na ktory wujkowie aktorzy nakładali  kilogramy tortowych ciastek. ( jadłam je łyżką do zupy). Pamiętam pochody pierwszomajowe oglądane z tarasów i balkonów Pałacu Kultury, przejażdżki Ojca Lambrettą – szarym skuterem na którym sadzał mnie na siodełku  przed sobą i jechaliśmy tak, żeby wiatr nas nie dogonił. Wycieczki kajakowe po Wiśle z przystani na Powiślu aż do nieznanych wiślanych łach zarośniętych łoziną i miętą gdzie robiliśmy wspaniale pikniki z żarciem z wiklinowego kosza Mamy. Spacery z Ojcem nad Wisłą i zjeżdżaniem na tyłku  z gór wydobytego z dna  piasku. Letnie wieczory i spacery z termosem po lody na Mokotowską . Zabawy w parku Ujazdowskim w jesienne popołudnia kiedy zaczynało się ściemniać, a liście szeleściły tak, że zaczynałam się bać duchów.

Pamiętam awantury Rodziców, pamiętam jak zaczęli się rozstawać, oddalać od siebie, a ja nie umiejąc się z tym pogodzić siedziałam z moim przyrodnim bratem pod stołem i obiecywaliśmy sobie, że nigdy się nie opuścimy, nie przestaniemy się kochać.

A potem pewnego zimowego dnia, Mama zapakowała moje rzeczy w brezentową walizkę, zaprowadziła mnie do windy i pojechałyśmy taksówką na Sadybę do Babci Zosi i Dziadka Janka, do Ciotki Naci i Maryni. Odjechałam na 9 lat na południe Warszawy. Odjechałam z ”miasta”, z białego domu, z życia, które znałam i kochałam. Zostałam przesadzona jak zawadzające na drodze drzewo. Pozbyli się mnie. Oddali w dobre ręce

Potem była Sadyba i o tym w rozdziale trzecim mojego warszawskiego pamietnika

Informacje o malgo531

Data urodzenia? Bardzo dawno temu w innych czasach. Rodzice? AA - aktor i architekt. - trochę znani. Dziadkowie - Babcie : Zofia Mama Mamy i Janka Mama Taty . Jedna szczupła druga gruba. Ja po tej drugiej. Dziadkowie: Jan i Eugeniusz. Pierwszy ukochany księgowy z Naszej Księgarni, przynoszący do domu setki książek, które mam do dzisiaj. Palący fajkę i grający na pianinie w zimowe wieczory i niedzielne wiosenne przedpołudnia. Drugi znany tylko z opowieści. Zginął na Majdanku za calokształt tego w co wierzyl i co robił. Wyksztalcenie? : idiotyczne, wyższe, nie przydatne do niczego. Stan cywilny ? Wdowa po 2 mężach. Jednym rozwiedzionym ze mną przed laty,ale zawsze traktowanym jak mąż, drugim neurastenicznym, cudownym facecie, który po prostu nie dał rady ponieść konsekwencji życia. Dzieci? TAAAK - ukochane absolutnie, absolutnie dorosłe. Wnuki? TAAK przepoczwarzające się w motyle, które odlecą, ale na razie ciągle jeszcze są Dziećmi. Mieszkanie? Ursynów dzielnica biedniejszej inteligencji, a w zasadzie bardzo biednej inteligencji. Parter z ogródeczkiem wielkości chustki do nosa i brzoza wariatka pod oknami. Praca? ukochana. Zainteresowania? jeżdżenie, oglądanie, wąchanie świata. Kolor? czerwony jak żylna krew. Jedzenie? Wszystko oprócz zupy szczawiowej, czerniny i barszczu ze śmietaną. Stan posiadania? 100 letnie pianino, obrączka po Babci, niezidentyfikowany obraz, setki książek koty w dwupaku, długi i miejsce na cmentarzu. Ulubiony kwiat? nasturcja bez włochatych gąsienic i pachnący groszek albo eustomia(????). Przyjaciele? Nieliczni ale są. Życie prywatne? hahaha!
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>