Jestem z tego miasta – specjalnie dla Michała P życiorys skrócony część pierwsza

Tak się ułożyło jakoś w życiu moich Rodziców, że spotkawszy się na przystanku kolejki podmiejskiej na Sadybie On Aktor Ona Architekt (świeżo upieczony) zakochali się w sobie – jak wiem z opowieści – bez pamięci.  W dniu spotkania Ona miała katar, a on „zimno” na ustach, dzień był paskudnie przedzimowy, kolejka spóźniała się jak zwykle, a na Powsińskiej błoto sięgało  no może nie kolan, ale na pewno cholewek . Było to jakoś przed świętami, więc prawdopodobnie w składzie węgla na rogu Powsińskiej i Okrężnej zaczynali już po nocach sprzedawać choinki, a Pan Gregorczyk zaprowiantował  swój sklepik w kwaszoną kapustę, suszone grzyby, buraki na ćwikłę i żurek w zalakowanych butelkach po wódce. Rodzice , zakochani bez pamięci wzięli ślub w maju 1952 roku w kościele Bernardynów, a przed tłumem wielbicieli Ojca i członkami rodziny Mamy uciekli z przed ołtarza przez zakrystię.  Przeznaczone dla nich kwiaty rozsypały się na wybrukowanym kocimi łbami dojeździe do głównej bramy.

Wesele Goście przepili o odtańczyli w mieszkaniu moich Dziadków na Okrężej 2 /97 – miejscu, które na wiele lat stało się moim domem, a teraz dogorywa zapomniane i zamordowane przez swoich właścicieli. Urodziłam się w rok i miesiac po weselu. Moi Rodzice mieszkali na Topiel w mieszkaniu skladającym się z pokoju połączonego z kuchnią i łazienka za ceratową zasłonką. W pokoju królową był piecyk „koza” z rurą wyłażącą przez okno. Nie wiem skąd brała się ciepła woda pod prysznicem, ale moim najwcześniejszym wspomnieniem jest szelest ceratowej zasłony i Ojciec w obłoku pary.

Urodziłam się 10 czerwca 1953 roku w Klinice na Karowej. Z opowieści mojej Mamy wiem, że było strasznie, ale w końcu żaden dzień narodzin z punktu widzenia rodzącej nie jest dniem cudownie rozkosznym. W każdym razie dostała po wszystkim miskę krupniku, a ja ważyłam 3 kilo i 50 deko i miałam na głowie czarne kołtuniaste włosy. Miałam  się nazywać Agata, Ze względów  różnych nazywam się Małgorzata i tak niech pozostanie.

Miałam 6 miesięcy . Przyszedł grudzień i Święta Bożego Narodzenia. Mama z Ojcem w drugi dzień Świąt wybrali się na chrzciny córki znajomych. Jechali samochodem prowadzonym przez znanego aktora, szosą wilanowską. Z tego co wiem , z opowieści,  był to najsłynniejszy wypadek tamtych czasów w Warszawie. Upośledzona Dziewczynka w samochodzie jadącym na przeciwko, który wpadł w poślizg i zderzył się czołowo z samochodem moich Rodziców – zginęła na miejscu uderzając głową w deskę rozdzielczą. Moja Mama miała zmiażdżoną lewą nogę, a Ojciec pękniętą rzepką kolanową. Przez następny rok Mama dochodziła do siebie, Ojciec dochodził do siebie, ja dochodziłam do siebie w ramionach mojej Babci Zosi , Dziadka Janka, Ciotki Naci i Maryni. Mówiłam pierwsze słowa, stawiałam pierwsze kroki, zaprzyjaźniłam się z Miśkiem – szpicem nad szpicami, nauczyłam się jeść łyżką, nożem i widelcem, sikać na nocnik,  chodzić, zakladąć buty i przesidywać na dziadkowych kolanach jak grał na pianinie – specjalnie dla mnie.

Mama i Ojciec wrócili do zdrowia. Ojciec do teatru, a mama do domowych obowiązków. Jej ukochana architektura , jej ukochana praca zamieniła się w opiekę nade mną, w dni pełne rehabilitacji potrzaskanej nogi, spacerów z córeczką do parku na Dynasach, zakupów na Krakowskim, babeczek z winogronami w cukierni na Tamce. Jej Marzenia ugrzęzły jakoś w domowych obowiązkach, w mieszaniu w garnkach, w czekaniu na powroty Ojca z Teatru. W śpiewaniu kołysanek. Widzę ją w szarym , pluszowym szlafroku, widzę ją ciągnacą moje sanki na Tamce, widzę ją w parku nad Wisłą. Widzę ją taką młodą i śliczną z rozpuszczonymi włosami pod prysznicem.

W 1956 roku przeprowadziliśmy się na MDM. Jechałam z Babcią dorożką na Plac Konstytucji. Padał deszcz, buda dorożki nie dawała do końca schronienia przed wilgocią. Babcia otworzyła wielką parasolkę w biało czarną pepitkę i z czarne portmonetki dała drobne dorożkarzowi. Weszłyśmy po wielkich białych schodach do wielkiego białego domu. Wjechałyśmy windą z drewnianymi  drzwiami aż pod samo niebo. Mama czekała na nas na białej klatce schodowej pod drzwiami z numerem 21.

To część pierwsza mojej opowieści, mojego pamiętnika.

 

Informacje o malgo531

Data urodzenia? Bardzo dawno temu w innych czasach. Rodzice? AA - aktor i architekt. - trochę znani. Dziadkowie - Babcie : Zofia Mama Mamy i Janka Mama Taty . Jedna szczupła druga gruba. Ja po tej drugiej. Dziadkowie: Jan i Eugeniusz. Pierwszy ukochany księgowy z Naszej Księgarni, przynoszący do domu setki książek, które mam do dzisiaj. Palący fajkę i grający na pianinie w zimowe wieczory i niedzielne wiosenne przedpołudnia. Drugi znany tylko z opowieści. Zginął na Majdanku za calokształt tego w co wierzyl i co robił. Wyksztalcenie? : idiotyczne, wyższe, nie przydatne do niczego. Stan cywilny ? Wdowa po 2 mężach. Jednym rozwiedzionym ze mną przed laty,ale zawsze traktowanym jak mąż, drugim neurastenicznym, cudownym facecie, który po prostu nie dał rady ponieść konsekwencji życia. Dzieci? TAAAK - ukochane absolutnie, absolutnie dorosłe. Wnuki? TAAK przepoczwarzające się w motyle, które odlecą, ale na razie ciągle jeszcze są Dziećmi. Mieszkanie? Ursynów dzielnica biedniejszej inteligencji, a w zasadzie bardzo biednej inteligencji. Parter z ogródeczkiem wielkości chustki do nosa i brzoza wariatka pod oknami. Praca? ukochana. Zainteresowania? jeżdżenie, oglądanie, wąchanie świata. Kolor? czerwony jak żylna krew. Jedzenie? Wszystko oprócz zupy szczawiowej, czerniny i barszczu ze śmietaną. Stan posiadania? 100 letnie pianino, obrączka po Babci, niezidentyfikowany obraz, setki książek koty w dwupaku, długi i miejsce na cmentarzu. Ulubiony kwiat? nasturcja bez włochatych gąsienic i pachnący groszek albo eustomia(????). Przyjaciele? Nieliczni ale są. Życie prywatne? hahaha!
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>