Drzwi do lasu

Byłam, poleciałam, wróciłam. 40 godzin w samolocie tam i tu. Strach przed lataniem jest do opanowania. Przy każdym starcie po 30 sekundach odliczania prawie wiadomo, że teraz tylko wszystko może pierdolnąć w powietrzu. A stamtąd nie ma odwrotu, więc trzeba się przestać bać. Koniec strachu, koniec wbijania paznokci w oparcie fotela. Teraz trzeba poczekać na stewardesy, na :”kawa – herbata”, na chusteczka do wytarcia spoconych rąk, na kanapka z serem, na sok pomidorowy, sok jabłkowy, na małpkę wliczona w koszt biletu. Teraz chmury za oknem i słońce odbijające się w skrzydle. Teraz tylko czekanie.  Strach przed lataniem, uzasadniony przekonaniem, że  TO nie ma prawa oderwać się od ziemi, że każdy z 4 silników jest zawodny jak silnik samochodu i może nagle po prostu zamilknąć nagle mija. Tam 10 kilometrów nad ziemią wszystko wydaje się spokojne i przewidywalne. Tam po prostu już nie ma się czego bać. Tam „banie się” się irracjonalne. Wszystko jest ogarnięte i spokojne. Ja tak mam. Strach umyka, chowa się, wycisza. Uspokajam się, przekonana, że teraz nic nie może się stać. Zacznę się bać przy lądowaniu. Moje uszy znowu zabolą, zatkane watą  ciśnienia nie usłyszą zmiany szumu silników. Mój rozum zdziwi się brakiem dźwięku, powiadomi mnie o zmianie i podwyższy poziom adrenaliny w organizmie. Strach ogarnie najpierw moje koniuszki palców, potem stopy, a potem całe  ciało. Żołądek zwinie się jak ślimak , napną się mięśnie brzucha i zacisnę palce na podłokietniku fotela. Zobaczę przez okno najpierw odlatujące chmury, potem skrawki ziemi zbliżającej się do brzucha samolotu, i wczepiona kciukiem w fotel poczekam na uderzenie kół w pas lądowiska.

Ile startów tyle lądowań! Tak sobie życzymy, tak sobie kalkulujemy, tak sobie wyobrażamy. Wychodzę z samolotu. Rękaw  taki sam w każdej części świata. Tylko za szybą inny świat i czym dalej od Europy tym cieplej za plastikową szybą. Nocą nie widać niczego ciekawego, a za dnia pewnie palmy i mocniejsza zieleń lądowiska. Lotnisko w Singapurze dywanowo -kolorowe. Stopy grzęzną w miękkości wykładziny, palarnia na tarasie. Temperatura powietrza jakieś 30 stopni, dżinsy uwierają, stopy większe o 2 numery bolą. Przed nami kolejne 2 godziny lotu.

A potem już tylko drzwi do lasu. Drzwi do świata, którego nigdy nie widziałam, nie wyobrażałam sobie, nie przewidywałam.

Drzwi do dżungli, do ryżowiska, do palmiarni, do białej plaży nad oceanem, do paskudnego żarcia pachnącego curry, do orchidei wyrastających z pni drzew, do deszczu żłobiącego  wzory na piasku , do piegów na trąbie słonia którego karmię w  parku owocami z kupionego za 2 dolary koszyka. Drzwi do oceanu, który mnie przeraża swoim przypływem, drzwi do różowo- fioletowego zachodu słońca w Tanah Lot, drzwi do księżyca na Nusa Dua. Drzwi do wszystkiego czego nie potrafię opowiedzieć i co śpi pod moimi powiekami i co będę pamiętać, pamiętać i pamiętać bez końca…

Informacje o malgo531

Data urodzenia? Bardzo dawno temu w innych czasach. Rodzice? AA - aktor i architekt. - trochę znani. Dziadkowie - Babcie : Zofia Mama Mamy i Janka Mama Taty . Jedna szczupła druga gruba. Ja po tej drugiej. Dziadkowie: Jan i Eugeniusz. Pierwszy ukochany księgowy z Naszej Księgarni, przynoszący do domu setki książek, które mam do dzisiaj. Palący fajkę i grający na pianinie w zimowe wieczory i niedzielne wiosenne przedpołudnia. Drugi znany tylko z opowieści. Zginął na Majdanku za calokształt tego w co wierzyl i co robił. Wyksztalcenie? : idiotyczne, wyższe, nie przydatne do niczego. Stan cywilny ? Wdowa po 2 mężach. Jednym rozwiedzionym ze mną przed laty,ale zawsze traktowanym jak mąż, drugim neurastenicznym, cudownym facecie, który po prostu nie dał rady ponieść konsekwencji życia. Dzieci? TAAAK - ukochane absolutnie, absolutnie dorosłe. Wnuki? TAAK przepoczwarzające się w motyle, które odlecą, ale na razie ciągle jeszcze są Dziećmi. Mieszkanie? Ursynów dzielnica biedniejszej inteligencji, a w zasadzie bardzo biednej inteligencji. Parter z ogródeczkiem wielkości chustki do nosa i brzoza wariatka pod oknami. Praca? ukochana. Zainteresowania? jeżdżenie, oglądanie, wąchanie świata. Kolor? czerwony jak żylna krew. Jedzenie? Wszystko oprócz zupy szczawiowej, czerniny i barszczu ze śmietaną. Stan posiadania? 100 letnie pianino, obrączka po Babci, niezidentyfikowany obraz, setki książek koty w dwupaku, długi i miejsce na cmentarzu. Ulubiony kwiat? nasturcja bez włochatych gąsienic i pachnący groszek albo eustomia(????). Przyjaciele? Nieliczni ale są. Życie prywatne? hahaha!
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>