tu i teraz

Boże nie każ maluczkich i nie depcz boskim butem

Pozwól im Tobie śpiewać   na ich maluczkich nutę

Pozwól na małe modlitwy szeptane w nocnej ciszy

I daj im szanse uwierzyć, że czasem ich usłyszysz

I daj im szansę zapomnieć o ich codziennym cierpieniu

I pozwól się uspokoić ich przerażonym sumieniu.

I daj nam Boże zapomnieć o naszych małych grzechach

I daj nam Boże pogrążyć się w naszych niewinnych uciechach.

I tak nam Boże dopomóż z dnia na dzień i z nocy na noc

Wysłuchaj mojej modlitwy na tę dzisiejszą „dobranoc”…….

Jestem wykończona, przerażona, zdeprymowana, samotna i wykończona. Sama nie wiem jak dalej mam sobie wyobrażać dalszy ciąg mojej egzystencji. Nie życia, a egzystencji właśnie. Dzisiaj po przyjeździe do domu zobaczyłam na drzwiach klepsydrę informującą o śmierci mojego sąsiada z piętra wyżej – profesora urologii, który , szczerze mówiąc był dla mnie nikim. Osobą która dwa razy zalała moją łazienkę, której pies obwąchiwał przyjaźnie moje dłonie , facetem, z którym spotykałam się na organizowanych przez nas konferencjach. Bardzo mnie jednak ruszyło to, że przecież jestem z tej samej półki i być może za jakiś tam czas odejdę jak on w niebyt. Ale przecież nie o tym chciałam pisać. To tylko taki wstęp do opowieści o wiecznym strachu, o bliskim strachu, o strachu tu i teraz. Mój strach to obawa o najbliższych mi ludzi, o moje średnie dziecko, które nigdy chyba nie wyjdzie z nałogu i heroina rozpierdoli życie nam obojgu. Kłamię wszystkim mówiąc, że jest lepiej, że jest jakaś prosta, na którą można wyjść. Że jest światełko w tunelu, a tunel jest prosty i czysty. Kłamię, bo tak jest łatwiej i międzyludzkie układy nie są tym samym zabagnione. Kłamię, bo nie potrafię powiedzieć ” Ratunku”- nie ma wyjścia, podajcie mi ręce. Kłamię bo się wstydzę, że nie potrafię być twarda jak stal i czysta jak kryształ . A jednak jestem. Jestem twarda jak stal i czysta jak kryształ, jestem prosta jak trzcina i przezroczysta jak źródlana woda. Jestem Matką, która używa pazurów i zębów, żeby ochronić , żeby nie pozwolić zginąć swojemu Dziecku. Dziecku skazanemu na zagubienie, na powolną, nieuniknioną śmierć. A z drugiej strony – chciałabym móc pożyć sobie w spokoju na mojego Lachmana , na mojej wysiedzianej kanapie, z widokiem na moją oszalałą brzozę, z moimi bluszczami i kotami, z poduszkami i wyfroterowanymi podłogami.

Ale kłamię, że jest mi dobrze. Kłamię, że mam kasę, kłamię, że wszystko się jakoś ułoży. I wstaję rano i idę na plantację i wyrzynam tony trzciny i ładuję ją w worki i uśmiecham się i piję herbatę i robię sobie kanapkę i rozmawiam z ludźmi jak szczęśliwy człowiek……..

I proszę zostawcie to bez komentarzy.

 

 

 

Informacje o malgo531

Data urodzenia? Bardzo dawno temu w innych czasach. Rodzice? AA - aktor i architekt. - trochę znani. Dziadkowie - Babcie : Zofia Mama Mamy i Janka Mama Taty . Jedna szczupła druga gruba. Ja po tej drugiej. Dziadkowie: Jan i Eugeniusz. Pierwszy ukochany księgowy z Naszej Księgarni, przynoszący do domu setki książek, które mam do dzisiaj. Palący fajkę i grający na pianinie w zimowe wieczory i niedzielne wiosenne przedpołudnia. Drugi znany tylko z opowieści. Zginął na Majdanku za calokształt tego w co wierzyl i co robił. Wyksztalcenie? : idiotyczne, wyższe, nie przydatne do niczego. Stan cywilny ? Wdowa po 2 mężach. Jednym rozwiedzionym ze mną przed laty,ale zawsze traktowanym jak mąż, drugim neurastenicznym, cudownym facecie, który po prostu nie dał rady ponieść konsekwencji życia. Dzieci? TAAAK - ukochane absolutnie, absolutnie dorosłe. Wnuki? TAAK przepoczwarzające się w motyle, które odlecą, ale na razie ciągle jeszcze są Dziećmi. Mieszkanie? Ursynów dzielnica biedniejszej inteligencji, a w zasadzie bardzo biednej inteligencji. Parter z ogródeczkiem wielkości chustki do nosa i brzoza wariatka pod oknami. Praca? ukochana. Zainteresowania? jeżdżenie, oglądanie, wąchanie świata. Kolor? czerwony jak żylna krew. Jedzenie? Wszystko oprócz zupy szczawiowej, czerniny i barszczu ze śmietaną. Stan posiadania? 100 letnie pianino, obrączka po Babci, niezidentyfikowany obraz, setki książek koty w dwupaku, długi i miejsce na cmentarzu. Ulubiony kwiat? nasturcja bez włochatych gąsienic i pachnący groszek albo eustomia(????). Przyjaciele? Nieliczni ale są. Życie prywatne? hahaha!
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>